Od góry: Papier firmowy Fabloku z lat 30. XX w.

 

Lokomotywa OK22 produkowana w Fabloku

w latach międzywojennych

 

Lokomotywa ekspresowa Pt 31 produkowana

w Fabloku w latach 30. XX w.

 

Od góry: Lokomotywa serii 2-8-2 produkcji chrzanowskiego Fabloku przeznaczona dla Bułgarii, lata 30. XX w.

 

Widok Fabloku w latach 20. XX w.

Pracownicy modelarni chrzanowskiego Fabloku, lata 30. XX w.

 

 

Pieczęć i papier firmowy Fabloku-Oberloku

 z czasów okupacji niemieckiej

 

 

Budynek administracyjny Fabloku

 

Pamiątkowe odznaki z okazji 50. lecia Fabloku

 i Towarzystwa Sportowego „Fablok”, lata 70. XX w.

 

HISTORIA CHRZANOWSKIEGO FABLOKU

 

1920-1939

Pierwsza Fabryka Lokomotyw w Polsce, powszechnie znana jako Fablok, przez dziesięciolecia była nie tylko najbardziej znanym chrzanowskim zakładem pracy i największym pracodawcą powiatu, ale i symbolem miasta, który uczynił je rozpoznawalnym daleko poza granicami Polski, a nawet Europy. Fabryka założona została jako prywatna spółka akcyjna w roku 1920 na podstawie umowy z rządem II RP na dostawę 1200 lokomotyw w ciągu 10 lat. Rok wcześniej ministrowie przemysłu i handlu oraz skarbu zatwierdzili statut spółki pod nazwą Fabryka Lokomotyw w Polsce, S.A.. W 1920 r. nazwę zakładu zmieniono na Pierwsza Fabryka Lokomotyw w Polsce, S.A. Zakłady w Chrzanowie. Powierzchnia nabytych przez fabrykę gruntów wynosiła ok. 80 ha. O lokalizacji fabryki zadecydowały m.in. dogodne połączenia kolejowe: Chrzanów leżał przy głównej linii kolejowej Kraków-Wiedeń i posiadał także dobre połączenie ze Śląskiem. Ponadto poprzez budowę fabryki w Chrzanowie starano się ograniczyć negatywne zjawiska wywołane bezrobociem panującym po zakończeniu Wielkiej Wojny 1914-1918. Ideę powstania fabryki lokomotyw w Chrzanowie wsparła Izba Przemysłowo-Handlowa w Krakowie.

 

Na samym początku pojawiły się trudności w uzyskaniu przez rząd polski kredytów na budowę fabryki. Kraje zachodnie odmówiły udzielenia pożyczki rządowi kraju, który świeżo odzyskawszy niepodległość nie posiadał dość solidnej bazy ekonomicznej. Kredyty przyszły jednak z mało oczekiwanej strony, mianowicie z północy. Szwecja zgodziła się na współfinansowanie fabryki lokomotyw w Chrzanowie w zamian za co Polacy zobowiązali się do zakupu wyposażenia przyszłej fabryki w Szwecji. Zakończone w 1923 r. rokowania polsko-szwedzkie dały Fablokowi kredyt w wysokości ponad miliona koron szwedzkich. Założycielami fabryki była grupa przemysłowców: Piotr Drzewiecki, Stanisław Karłowski, Władysław Jechalski i Leopold Wellisz oraz Bank Małopolski w Krakowie i Bank Handlowy w Warszawie. W latach 1921-1924 wzniesiono wydziały montażowy (pow. 7000 m2), mechaniczny (pow. 7500 m2) i kuźnię (pow. 2500 m2), oraz szereg budynków pomocniczych, jak i 21 domów mieszkalnych dla robotników i urzędników zatrudnionych w fabryce. Fabryka została wyposażona w nowoczesne urządzenia. Na początku działalności Fabloku oddawano do użytku 6 lokomotyw miesięcznie. Już na wiosnę 1924 r. nastąpiło przekazanie PKP pierwszego wyprodukowanego w Fabloku parowozu towarowego serii Tr 21.

 

Do listopada 1925 r. wykonano 100 parowozów. W styczniu 1926 r. oddano do użytku PKP pierwszy parowóz osobowy serii Os 24, będący, podobnie jak parowóz serii Tr 21, jedną z największych lokomotyw wyprodukowanych w tamtych czasach. Lokomotywy wykonywane były całkowicie w kraju, z krajowych surowców, rękami polskich robotników i pod kierunkiem polskich inżynierów. Kotły do produkcji lokomotyw dostarczała firma Fitzner i Gamper z Sosnowca. W 1926 r. powstało również znane Towarzystwo Sportowe Fablok. W październiku 1927 r. z okazji wyprodukowania 200. parowozu chrzanowską fabrykę odwiedził prezydent RP prof. Ignacy Mościcki (1867-1946). W rok później Fablok świętował nowy rekord, oddanie do użytku 300. lokomotywy. W 1928 r. wykonano także pierwszy parowóz serii Ok 22. W 1930 r. Fablok wyprodukował 400. lokomotywę, a w roku następnym fabryka rozpoczęła produkcję na eksport. Jednym z pierwszych odbiorców chrzanowskich lokomotyw była Bułgaria, której władca, car Borys III (ten sam, którego prawdopodobnie otruto z rozkazu Hitlera w 1943 r.), w wolnym czasie relaksował się prowadząc lokomotywy. W tym samym roku zamówienia na chrzanowskie lokomotywy nadeszły także od północnego sąsiada II Rzeczypospolitej - Łotwy.

 

W roku 1932 uroczyście świętowano wyprodukowanie 500. lokomotywy, która okazała się jedną z 12 maszyn przeznaczonych dla Towarzystwa Kolei Marokańskich. Rok 1932 przyniósł i inne osiągnięcia: zespół fablokowskich konstruktorów pod kierunkiem inż. Zembrzuskiego, jednego z najwybitniejszych konstruktorów pracujących w Fabloku, opracował plany nowego parowozu pospiesznego Pt 31, który natychmiast wdrożono do produkcji. Parowóz ten mógł osiągać 110 km/h i posiadał moc 2000 KM. Był to pierwszy parowóz całkowicie skonstruowany w Fabloku (poprzednie lokomotywy produkowane w Chrzanowie były częściowo oparte na projektach zagranicznych). Oprócz lokomotyw towarowych i pasażerskich Fablok produkował w latach 30. XX w. wąskotorowe lokomotywy dołowe dla kopalni węgla kamiennego, autobusy dla PKP, a także lokomotywy elektryczne EL 100 przeznaczone dla warszawskiej kolejki podmiejskiej i słynne wagony motorowe, znane powszechnie jako lux-torpedy, obsługujące linię kolejową Warszawa-Kraków-Zakopane (od 1936 r.). W 1937 r. Fablok zdobył złoty medal na Międzynarodowej Wystawie Sztuki i Techniki w Paryżu za fenomenalnie piękny i nowoczesny parowóz Pm 36 osiągający 140 km/h, samodzielnie opracowany i zbudowany przez fablokowskich inżynierów i robotników pod kierownictwem inż. Zembrzuskiego. Nie była to jednak jedyna nagroda dla chrzanowskiej fabryki. W 1929 r. Fablok został uhonorowany aż trzema wyróżnieniami: Wielką Nagrodą Państwową, Wielkim Medalem Złotym na Powszechnej Wystawie Krajowej w Poznaniu oraz Dyplomem Uznania na Targach Północnych w Wilnie. Na tym jednak nie koniec. W 1930 r. przyszedł czas na kolejne trzy wyróżnienia: Wielką Nagrodę Państwową, Grand Prix na Międzynarodowej Wystawie Komunikacji i Turystyki w Poznaniu oraz Dyplom Honorowy na Wystawie Międzynarodowej w Liège (Belgia).

 

W latach 1930-1939 Fablok wyeksportował 70 parowozów do Bułgarii, na Łotwę, do Maroka i do ZSRR. Eksport maszyn do Królestwa Egiptu w 1939 r. przerwał wybuch wojny. W tym okresie fabryka wyprodukowała 73 lokomotywy spalinowe na użytek kolei, przemysłu i kopalń. Od 1940 r. fabryka miała rozpocząć również produkcję samochodów (w połowie 1939 r. uzyskano licencję firmy Renault), ciągników i czołgów. Plany te zniweczył jednak wybuch wojny. Warto przytoczyć też parę liczb odnoszących się do sukcesów ekonomicznych fabryki: w 1934 r. całkowita wartość eksportu z powiatu chrzanowskiego wynosiła niemal 11,5 mln złotych, podczas gdy wartość eksportu samego tylko Fabloku miała w tej liczbie ponad 50 procentowy udział, czyli niemal 6 mln złotych! Wobec groźby zbliżającej się wojny pracownicy Fabloku aktywnie włączyli się w akcję FON-u zakupując dla WP z własnych datków samochód sanitarny, 4 ciężkie karabiny maszynowe i 30 masek przeciwgazowych. Subskrybowano również Pożyczkę Obrony Przeciwlotniczej.

 

 

1939-1945

We wrześniu 1939 r. Fablok został przejęty przez Niemców. Najwartościowszy nowoczesny sprzęt i maszyny, narzędzia itp. zostały wywiezione przez Polaków przed wkroczeniem Niemców do Chrzanowa w dniu 4.IX.1939 na 36 ciężarówkach na Wschód (gdzie prawdopodobnie przejęli je Sowieci). Szybkie zajęcie Chrzanowa przez wojska niemieckie przeszkodziło całkowitemu demontażowi zakładu. 14.IX.1939 r. Niemcy powołali prowizoryczną dyrekcję fabryki pod przewodnictwem inż. Arsena Szumowskiego, Ukraińca, przedwojennego pracownika Fabloku. W następnym miesiącu zarząd fabryki powierzono niemieckiej spółce Henschel und Sohn Gmbh z Kassel. Nazwę fabryki zmieniono najpierw na Erste Lokomotivfabrik in Polen A.G. Chrzanow (co było jedynie dosłownym przetłumaczeniem polskiej nazwy), a od 1.I.1940 r. na Oberschlesische Lokomotivwerke A. G. w skrócie OBERLOK. Podczas okupacji niemieckiej produkcja Fabloku została całkowicie podporządkowana potrzebom militarnym III Rzeszy. Zakład produkował m.in. parowozy wąskotorowe i towarowe R44 i R52, walce drogowe, urządzenia hamulcowe itp. Głównymi odbiorcami produkcji fabryki finansowanej przez katowicki oddział Deutsche Bank byli: Niemieckie Koleje Państwowe, Wehrmacht, Kolej Wschodnia, zakłady Herman Goering w Gliwicach i spółka Bergwerks-Huetten z Sosnowca. Niemcom bardzo zależało na sprawnym działaniu fabryki wobec czego już w połowie września 1939 r. zatrudniono tu wszystkich przedwojennych pracowników i natychmiast przyjmowano do pracy dawnych pracowników powracających do Chrzanowa z ewakuacji na wschód.

 

W latach następnych niemieckie urzędy pracy kierowały dalszych pracowników do pracy w Fabloku. Początkowo (IX.1939 r.) zatrudniono 680 robotników i 80 urzędników. Pod koniec wojny w Fabloku zatrudnionych było już 3350 osób. Pracownicy fabryki zostali ostrzeżeni przez władze okupacyjne o karach grożących za sabotaż na szkodę okupanta. Na początku wojny niemieckie kierownictwo Fabloku oceniało, że pracownicy nie są co prawda przyjaźnie nastawieni do Niemców, ale pracę wykonują chętnie. Położenie materialne Polaków zatrudnionych w Fabloku uległo drastycznemu pogorszeniu w porównaniu z okresem przedwojennym na skutek znacznego obniżenia płac oraz wprowadzenia reglamentacji artykułów spożywczych w ilości od 25 do aż 65% niższej niż dla Niemców. Już w listopadzie 1939 r. doszło w Fabloku do strajku pracowników. Tylko dzięki wstawiennictwu dyrektora Guido De la Cerdy, Austriaka, przedwojennego wicedyrektora Fabloku, życzliwie nastawionego w stosunku do Polaków, strajkujący uniknęli bestialskich represji ze strony gestapo. W Fabloku działała komórka Organizacji Orła Białego, która odpowiedzialna była za różnorakie formy sabotażu na terenie zakładu. Jej dowódca, Henryk Ślubowski, został w 1941 r. aresztowany przez gestapo i zamęczony w Sosnowcu. Funkcjonowała też tajna radiostacja wykryta przez gestapo w 1941 r. W latach 1941-1944 działający w Fabloku wywiad przemysłowy AK przekazywał do Londynu meldunki dotyczące niemieckiej produkcji w fabryce zawierające nawet rysunki techniczne lokomotyw. W 1944 r. wobec zbliżającego się frontu sowieckiego Niemcy zaczęli wywozić do Kassel niektóre fablokowskie maszyny. Deportowano tam również kilkudziesięciu pracowników fabryki.

 

 

OD 1945

Zaraz po zakończeniu okupacji niemieckiej, w lutym 1945 r., fabryka wyprodukowała pierwszy parowóz Ty 42 dla PKP w Krakowie. Początkowo pracownicy nie otrzymywali wynagrodzenia, a jedynie paczki żywnościowe pochodzące w głównej mierze z UNRRA. W 1945 r. otwarto przy fabryce 3-letnią Szkołę Mechaniczną, która stanowiła pierwszą placówkę kształcącą przyszłych pracowników Fabloku. W czerwcu 1947 r. Fablok, który znajdował się pod tymczasowym zarządem państwowym, został znacjonalizowany i stał się własnością państwa. Na dodatek w 1951 r. fabryka otrzymała nowego „patrona”. Został nim krwawy szef bolszewickiej Czeka - Feliks Edmundowicz Dzierżyński, mający na sumieniu śmierć i cierpienia setek tysięcy niewinnych ludzi. Nazwę zakładu zmieniono na Fabryka Lokomotyw im. Feliksa Dzierżyńskiego. W latach 1945-1963 Fablok wyprodukował m.in. blisko 3600 parowozów, odbiorcami których, poza Polską, były również: Albania, Bułgaria, Jugosławia, Rumunia, Węgry, Chiny, Indie, Korea, Wietnam i ZSRR. W 1956 r. fabryka otrzymała Zakładowy Dom Kultury, w którym mieściło się także kino Fablok. W 1959 r. chrzanowska fabryka lokomotyw świętowała 35. lecie produkcji i wykonanie 5000. parowozu. W latach 1948-1993 w chrzanowskiej fabryce wyprodukowano ponad 5400 lokomotyw spalinowych, a od 1962 r. rozpoczęto produkcję przekładni tramwajowych. W roku 1963 Fablok ostatecznie zakończył produkcję parowozów.

 

W latach 1973-1975 fabryka wykonała 37 lokomotyw dla Maroka, a w 1974 r. uroczyście świętowała 50. lecie rozpoczęcia produkcji. W latach 70. nastąpiła też stopniowa zmiana profilu produkcji: obok lokomotyw spalinowych Fablok produkował coraz więcej innych urządzeń, np. maszyn budowlanych, wozów wiertniczych, koparek mechanicznych, podwozi do żurawi i innych. W związku z tym w 1977 r. nastąpiła też zmiana nazwy fabryki na Fabryka Maszyn Budowlanych i Lokomotyw BUMAR-FABLOK. W 1980 r. zakład otrzymał złoty medal na 52. Międzynarodowych Targach Poznańskich za żuraw Hydros T-253, a w cztery lata później świętowano 60. rocznicę rozpoczęcia produkcji przez chrzanowską fabrykę. W 1991 r. Bumar-Fablok został przekształcony w jednoosobową spółkę Skarbu Państwa. Zakład od 1990 r. produkował platformy transportowe o nośności do 10 ton, a następnie konstrukcje stalowe dla firm niemieckich i żurawie drogowe. W 1995 r. w Warszawie z okazji 150. lecia kolei na ziemiach polskich zademonstrowano 3 lokomotywy fablokowskie: parowóz pospieszny Pm 36, parowóz Ok 22 i Ty 45. W 2009 r. powrócono do pierwotnej nazwy zakładów: Pierwsza Fabryka Lokomotyw w Polsce „Fablok” S.A. Fablok W maju 2013 r. sąd w Krakowie ogłosił upadłość firmy. Wydarzenie to zapoczątkowało likwidację znanej od niemal stu lat chrzanowskiej fabryki.

 

Chrzanowskie stemple

pocztowe z XIX w.

CHRZANÓW I ZIEMIA CHRZANOWSKA W FILATELISTYCE

 

CHRZANOVIANA W FILATELISTYCE DO 1945 R.

Pierwsze znaczki pocztowe na ziemi chrzanowskiej pojawiły się w 1850 r. i były to oczywiście znaczki austriackie, które obowiązywały do roku 1919, a wlaściwie nawet dłużej, jako że w styczniu 1919 r. w Krakowie przedrukowano całą serię znaczków Austrii na użytek mieszkańców Galicji. Z nadrukiem Poczta Polska były w obiegu pocztowym na terytorium polskiej już Galicji do 1920 r., czyli do momentu wprowadzenia w Galicji marki polskiej i znaczków Poczty Polskiej w tej właśnie walucie. Ani Poczta Austrii, ani II Rzeczpospolitej nie poświęciły najmniejszej uwagi Chrzanowowi i ziemi chrzanowskiej. Można im jednak to zaniedbanie wybaczyć. W tamtych czasach nie wydawano bowiem tak wiele znaczków jak czyni się to obecnie, a i tematykę dobierano nadzwyczaj konserwatywnie, nie wykraczając poza serie z wizerunkami panujących, czy widokami największych miast kraju. Sytuacja w tej kwestii wiele się nie zmieniła podczas okupacji niemieckiej 1939-1945. Ziemia chrzanowska została podzielona pomiędzy III Rzeszę, gdzie obowiązywaly znaczki niemieckie, i Generalne Gubernatorstwo, gdzie w użytku były znaczki GG wydawane przez okupacyjną administrację niemiecką. Dopiero po 1945 r. i ponownym wprowadzeniu do obiegu pocztowego znaczków polskich, sytuacja zaczęła nabierać innych kształtów.

 

Z biegiem lat poczęto wydawać coraz więcej znaczków i choć Poczta Polska nigdy Chrzanowa i ziemi chrzanowskiej nie rozpieszczała, to jednak ubiegłe jak i obecne stulecie zaowocowały 20 znaczkami pocztowymi dotyczącymi ziemi chrzanowskiej i jej stolicy - Chrzanowa. Najstarszym znaczkiem w historii filatelistyki nawiązujacym do Chrzanowa jest austriacki znaczek z 1935 r. o nominale 30 groszy, przedstawiający wizerunek arcyks. Karola Ludwika, który odziedziczył Chrzanów po swym przybranym ojcu, ks. sasko-cieszyńskim Albercie Kazimierzu, w 1822 r.

 

W 1939 r. Bułgaria wydała serię znaczków z okazji świętowanego w 1938 r. 50. lecia kolei na ziemiach bułgarskich. W serii tej znajdują się 2 znaczki związane z chrzanowskim Fablokiem. Znaczek o nominale 2 lewa przedstawia fablokowski parowóz wyprodukowany w 1930 r. dla kolei bułgarskich. Na znaczku o nominale 7 lewa pokazano cara Bułgarii Borysa III (panował w latach 1918-1943 i był ojcem ostatniego cara Bułgarii, Symeona II, który w l. 2001-2005 pełnił urząd premiera Bułgarii), znanego z zamiłowania do prowadzenia fablokowskich (i nie tylko) lokomotyw. Znaczek przedstawia cara Bułgarii w parowozie fablokowskiej produkcji. Tygodnik Rola nr 29/1939 tak informował o tym wydarzeniu swoich czytelników:

 

Polska lokomotywa na bułgarskim znaczku pocztowym. Bułgaria wydała nowy znaczek pocztowy z okazji 50-lecia bułgarskich kolei żelaznych. Na znaczku widnieje polska lokomotywa typu 1-D-1, jedna z dostarczonych kolejom bułgarskim przez Pierwszą Fabrykę Lokomotyw w Polsce.

 

 

 

LATA 1945-1989

W 1948 r. wydano znaczek o nominale 18 zł poświęcony europejskiej konferencji rozkładów jazdy w Krakowie (i kto pomyślałby, że takie konferencje też się odbywały!), na którym przedstawiono parowóz Pm-36 produkowany w latach 30. w chrzanowskim Fabloku.

 

Stemple pocztowe z okresu międzywojennego

W 1952 r. wydano 3-znaczkową serię upamiętniającą budowę elektrowni w Jaworznie (45+15 gr, 1 zł, 1.50 zł).

 

W 1953 r. Poczta Indii wydała znaczek upamiętniający stulecie kolei indyjskich. Na znaczku przedstawiono lokomotywę szerokotorową 1WP produkcji chrzanowskiego Fabloku. W Chrzanowie wyprodukowano 30 sztuk tych lokomotyw na zamówienie rządu indyjskiego.

Stemple pocztowe z okresu okupacji niemieckiej w wersji CHRZANOW (do 1941) i KRENAU (1941-45)

Stemple pocztowe użytkowane

w latach 1945-1989

W latach siedemdziesiątych kolej przyszła na Chrzanów. Użycie słowa kolej jest w tym przypadku jaknajbardziej zasadne, jako że wydane znaczki dotyczyły niczego innego jak najbardziej znanego chrzanowskiego zakładu pracy i jego produktów - Pierwszej Fabryki Lokomotyw w Polsce Fablok. W 1976 r. wydano znaczek o wartości 4.90 zł przedstawiający lokomotywę Ok-22 wyprodukowaną w chrzanowskim Fabloku.

 

W dwa lata później, w roku 1978, Chrzanów został uhonorowany dalszymi trzema znaczkami. Pierwszy z nich, o nominale 1 zł, przedstawia jeden z cudów fablokowskiej techniki i estetyki, fenomenalnie piękną lokomotywę Pm-36 o opływowych futurystycznych formach typowych dla art déco i lat trzydziestych w szczególności. Ta fantastyczna lokomotywa w swej aerodynamicznej wersji zdobyła złoty medal na Międzynarodowej Wystawie Sztuki i Techniki w Paryżu w 1937 r. za swój powalający z nóg design. Na drugim ze znaczków, o nominale 1.50 zł, przedstawiono lokomotywę elektryczną EL 100 produkowaną w Fabloku w latach 1935-36 na licencji zakładów Metropolitan Vickers. Trzeci ze znaczków, o nominale 5 zł, przedstawia fasadę Fabloku i produkowaną w nim, również nie pozbawioną uroku, lokomotywę Ty-21.

 

 

OD 1990 R.

W 1995 r. na znaczku o wartości 60 groszy pokazano słynną przed wojna Lux-torpedę również produkowaną w chrzanowskim Fabloku. Lux-torpedy kursowały głównie na trasie Warszawa-Kraków-Zakopane i były obiektem dumy obywateli II Rzeczypospolitej. Polacy, których młodość przypadła na lata trzydzieste, wspominali je z rozrzewnieniem jeszcze w wiele dziesiątków lat po wojnie.

 

W 1999 r. Poczta Polska wydała znaczek wartości 60 groszy przedstawiający płaskorzeźbę z wizerunkiem Matki Boskiej Kozielskiej z kościoła św. Andrzeja Boboli w Londynie. Autorem wizerunku Madonny jest urodzony w Trzebini artysta rzeźbiarz Tadeusz Adam Zieliński (1907-1993), który potajemnie stworzył swoje dzieło w obozie jenieckim w Kozielsku (ZSRR).

Wiek XXI powitał nas kolejnymi maleńkimi pomnikami upamiętniającymi chrzanowski Fablok. W 2001 r. wydano znaczek, o nominale 1 zł, na 75.-lecie PKP ukazując na nim lokomotywę Tr-21, produkowaną przed wojną w Chrzanowie.

 

Poczta afrykańskiego państwa Gwinea wydała w 2001 r. serię znaczków poświęconych historycznym lokomotywom świata. Na jednym z nich (o nominale 950 franków) ukazano parowóz Ol-49 produkowany w Fabloku w Chrzanowie w latach 50. XX w.

 

Rok 2002 r. był wyjątkowy, ponieważ Poczta Polska wydała aż trzy znaczki poświęcone ziemi chrzanowskiej. W serii zabytkowe parowozy pokazano dwa parowozy produkowane w chrzanowskim Fabloku: parowóz osobowy Ol49-7 (nominał 1.10 zł) oraz ponownie Pm-36 tyle, że w wersji standardowej (nominał 2 zł).

 

Kolejnym znaczkiem poświęconym ziemi chrzanowskiej jest znaczek o nominale 1.10 zł z wizerunkiem Matki Boskiej Nieustającej Pomocy z kościoła pod tym samym wezwaniem w Jaworznie.

 

W 2005 r. Poczta Polska wydała znaczek personalizowany z serii „Kocham Cię” (nr 1, nominal 1,30 zł.). Przywieszka znaczka projektu Mariusza Paździory została poświęcona setnej rocznicy urodzin Piotra Balisia II (1905-1988) pochodzącego ze znanej cabańskiej rodziny Balisiów z Chrzanowa. Został na niej ukazany wizerunek Piotra Balisia II z lat międzywojennych oraz dawny herb Chrzanowa ze św. Mikołajem. Jest to pierwszy znaczek tego typu z zakresu chrzanovianów.

Stemple współczesne

W 2009 r. Poczta Polska wydała kolejny znaczek personalizowany z przywieszką o tematyce chrzanowskiej (nr 2, nominał 1.30 zł. z serii hafty polskie - haft podhalański). Przywieszka znaczka projektu Mariusza Paździory została poświęcona setnej rocznicy urodzin Marii z Listwanów Piotrowej Balisiowej (1911-1989). To nieco przydługie określenie jest konieczne, ponieważ w ubiegłym stuleciu w Chrzanowie było kilkanaście Marii Baliś i dla rozróżnienia każdą z nich określano jakimś przydomkiem, najczęściej wskazującym na imię męża. Przywieszka pokazuje wizerunek Marii Baliś z 1938 r. oraz herb Chrzanowa.

 

Maria z Listwanów Baliś urodziła się w Suchej w 1911 r. w rodzinie mieszczańskiej. Została wcześnie osierocona: jej matka Helena zmarła tragicznie w Chicago (USA) w 1914 r., a ojciec Teofil w 1918 r. podczas epidemii czerwonki. Wychowaniem Marii zajmowała się jej ciotka Józefa Cholewówna. W 1938 r. w Suchej Maria poślubiła Piotra Balisia II z Chrzanowa. W tamtych czasach Cabani byli określani za pomocą 2 kategorii: krzaki (krzoki), tzn. pochodzący z Chrzanowa i ptaki (ptoki), tzn. osoby, które pochodziły spoza Chrzanowa, ale poprzez związki małżeńskie stały się członkami rodzin cabańskich. Maria Baliś należała do tej drugiej kategorii. Była kobietą pełną poświęcenia i wielkiej odwagi cywilnej. Podczas wojny, kiedy ciotka, która się nią opiekowała w dzieciństwie, Józefa Cholewówna, została aresztowana przez Niemców podczas akcji wysiedlania Polaków z okolic Suchej i wywieziona do obozu w Lubaniu (Lauban) na Dolnym Śląsku, Maria, nie zważając na grożące jej niebezpieczeństwo doprowadziła do jej uwolnienia przy pomocy znajomej rodziny niemieckiej. Udzielała też wydatnej pomocy pozostalym członkom swojej rodziny uwięzionym w obozie pracy przymusowej w Marklissa (obecnie Leśna na Dolnym Śląsku).

W 2009 r. Poczta Austrii wydała bloczek z okazji 200. rocznicy zwycięstwa austriackiego nad wojskami Napoleona Bonaparte w bitwie pod Aspern i Essling (nominał 1.10 €). Autorem tryumfu oręża austriackiego był późniejszy (od 1822 r.) właściciel Chrzanowa, arcyks. Karol Ludwik Habsburg (1771-1847), którego portret konny został ukazany na bloku.

Układanie pieczonych w garnku

(fot. Béla Incze)

Składniki układamy warstwami. Całość przykrywamy liściami kapusty

Garnek gotowy do pieczenia. Pieczone na ogniu

TRADYCYJNA HISTORYCZNA KUCHNIA CHRZANOWSKA

 

Chrzanów posiada swoją specyficzną i nadzwyczaj smaczną potrawę, która swoim aromatem i niesamowitym smakiem potrafi każdego powalić z nóg. Są to oczywiście chrzanowskie pieczone. Pieczone są tradycyjną chrzanowską potrawą do niedawna szerzej nieznaną poza miastem i regionem. Dla chrzanowian z dziada pradziada pieczone są czymś tak oczywistym jak pizza dla Włochów, czy wigilijny karp dla większości Polaków (również tych z Chrzanowa). Potrawa ta wywodzi się od chrzanowskich cabanów, potomków ludności napływowej, która w Chrzanowie osiedliła się w okresie najazdów tatarskich w XIII wieku. Na zapleczu hord tatarskich pustoszących średniowieczną Europę cabani byli po prostu pasterzami pilnującymi trzód potrzebnych do wyżywienia wielkich armii najeżdżających Europę od wschodu. Po nagłej śmierci chana tatarskiego i pospiesznym wycofaniu się Tatarów z ziem polskich, cabani w zamieszaniu zostali pozostawieni samym sobie nie nadążając za wycofującymi się wojskami. Z pasterzy stali się właścicielami wielkich stad bydła, co w średniowieczu stanowiło ogromny kapitał. Można więc powiedzieć, że stali się z dnia na dzień „nowobogackimi”. Nowa grupa ludności osiedliła się i w Chrzanowie i jego okolicach, z czasem przyjęła polskie nazwiska i stała się miejscową elitą. Do najbardziej znanych cabańskich rodzin w Chrzanowie należą dzisiaj m.in. Balisiowie-Balisińscy (Jacenty Baliś-Balisiński był w XVIII w. ławnikiem sądu miejskiego, Jan i Leon Balisiowie walczyli w Legionach Piłsudskiego, a Piotr Baliś II był obrońcą Lwowa w 1939 r.), Oczkowscy (Jan Oczkowski był w końcu XIX w. burmistrzem Chrzanowa, a podczas powstania styczniowego zajmował się dostarczaniem broni i wyposażenia dla powstańców w Królestwie Polskim), Bulińscy, Bytomscy, Dulowscy, Palkowie, Starzyccy, Wartalscy i inni.

 

PIECZONE

(również znane jako ziemniaki po cabańsku)

Podaje pani Lucyna z Balisiów Paździorowa z Chrzanowa, cabanka z dziada pradziada.

 

Składniki

W zależności od ilości osób przygotowuje się ok. 1 kg surowego produktu na osobę (przy 5 osobach łącznie ok. 5 kg):

ok. 60 dkg obranych ziemniaków,

ok. 10 dkg wędzonego i najlepiej tłustego boczku,

ok. 10 dkg kiełbasy,

1 duża cebula,

ok. 10 dkg marchewki,

dużo zielonej natki pietruszki,

1 średniej wielkości czerwony burak

(buraki służą jedynie do nadania potrawie odpowiedniej kolorystyki i smaku, raczej się ich nie spożywa),

2-3 liście kapusty,

sól, pieprz.

 

Boki żeliwnego, w środku emaliowanego garnka, wykłada się plasterkami boczku w celu zabezpieczenia przed przypaleniem reszty składników, na dno naczynia kładąc skórę z boczku lub słoniny. Następnie warstwami układa się pokrojone w grube plastry lub kostkę: ziemniaki, kiełbasę, cebulę, marchewkę, czerwone buraki, duże ilości zielonej natki pietruszki oraz sól i pieprz do smaku. Można do środka włożyć udko z kurczaka lub królika, ale nie jest to konieczne. Kończymy przykrywając całość ostatnią warstwą ziemniaków i czerwonych buraków. Całość przykrywamy szczelnie 2-3 liściami kapusty, a wierzch naczynia zakrywamy folią aluminiową wypuszczoną na zewnątrz garnka i zaciskamy ją pokrywką. Na pokrywkę kładziemy wyciętą z trawnika darń (trawą do dołu, żeby nie zanieczyścić przygotowywanej potrawy) dla lepszego zaciśnięcia pokywki i uniemożliwienia wydostawania się pary z garnka.

 

Tak przygotowany garnek stawia się na cegle i wokół tego rozpala się ognisko. Pieczenie ziemniaków trwa okolo 1 h 10 min. Sygnałem, że potrawa jest gotowa jest ulatniający się z garnka aromatyczny zapach. Pieczenie ziemniaków wymaga pewnych umiejętności, aby potrawa nie została przypalona lub niedopieczona. Na początku należy rozpalić silniejszy ogień, a potem ogień ma być słabszy w celu utrzymania stałej temperatury pieczenia. Po upieczeniu ostrożnie zdejmujemy garnek z ognia, następnie usuwamy dareń, pokrywkę i folię (uważając aby ziemia z darni nie wsypała się do wnętrza naczynia). Widelcem próbujemy czy ziemniaki na samej górze są miękkie. Jeśli tak, wysypujemy zawartość garnka do większej miski i serwujemy na talerze. Pieczone smakują oczywiście najlepiej podane na wolnym powietrzu, w słoneczną pogodę.

 

Pieczone po zdjęciu z ognia.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Przesypywanie potrawy

Produkt finalny

Podpis Jacentego Balisia na dokumencie z 22.V.1793 r.

Biblioteka PAU, Kraków

 

 

 

 

 

Prześwietna Konfederacya Wdztwa Krakowskiego. Jaśnie wielmożni Panowie i Dobrodzieje My niżej podpisani Obywatele Miasteczka Chrzanowa, tak katolicy, iako i Żydzi Maiąc Konsystancyą Kawaleryi Narodowej z Ludzi 40 Złożoną tych Żywić musiemy Zapłacą Złot. Pol: 6 na Miesiąc, Czyli po Groszy sześć na dzień od jednego iako dawnaście podwod ustawicznie, Strożow, Ludzi do rznięcia siecki, światło do mieysc pięciu, Zworzenie drew na opał, Mechy z Lasów pod konie. Rumowiska ae; a to wszystko bezpłatnie=. Dopraszamy się Nayłaskawszych względow JJ. WW. Panow Dobrodzieiow iako naysprawiedliwsze nasz Zabezpieczenie na Piśmie czy jest nasza powinnością Żywienia Za groszy sześć przez dzień Żołnierza, czyli nie iako dawanie podwod światła za i iako wyżej wyrażaney - Nadto na dniu dzisieyszym bez naymnieyszey przycyny Nakazała Komenda Stawienia się Urzędowi, do ktorey na rozkaz Woyt z Bormistrzem przyszedszy tych wzięto i Zapakowano do kozy, iako i drugiego Bormistrza powracaiącego Ze Dw.[oru] iako psow wganiano postępując Sobie z temi nie jak z ludźmi, traktuiąc ich Napoiemi Naturze człowieka nadzwyczaynemi, Z ktorego powodu ieżeli nie śmiercią to pewną chorobą każdy przypłaci niemałą= Dan w Mieście Chrzanowie Dnia 22 Miesiąca Maia Roku 1793go Wawrzyniec Oczkowski Woyt MC mp Sebastyan Wartalski Bor M Chrzanowa mp Jan Oczkowski Bor M Chrzanowa mpr Jacenty Baliś ławnik Marcin Kieres ławnyk Tomasz Piekowski pisarz M Chrzanowski mpr

Wykaz właścicieli realności według wykazu hipotecznego sporządzonego w okresie przynależności Chrzanowa do Wolnego Miasta Krakowa (1825 r.) wymienia trzy rodziny Balisiów-Balisińskich, z których wywodzi się również wspomniany wyżej ławnik sądu chrzanowskiego i właściciel kamienicy w Rynku Głównym, Jacenty, zmarły latem 1831 r. podczas panującej w Chrzanowie epidemii cholery. Jednym z synów Jacentego był Jan Baliś-Balisiński (1803-1872) główny spadkobierca ojcowskiej fortuny  i nowy właściciel kamienicy przy chrzanowskim Rynku. W 1872 r., po śmierci Jana, kamienica przeszła w ręce jego syna Kazimierza Balisia-Balisińskiego (1831-1905), który żenił się aż trzykrotnie i zostawił po sobie kilka linii Balisiów-Balisińskich. Jego niedawno starannie odnowiony grób znajduje się w starej części chrzanowskiego cmentarza. Warto przy okazji zaznaczyć, że część potomków Kazimierza przyjęła nazwisko Baliś, a reszta nazwisko Balisiński, rezygnujac tym samym z podwójnego, nieco przydługawego brzmienia. Ostateczna stabilizacja pisowni nazwiska, co potwierdzają zachowane archiwalne dokumenty, ustanowiona została w latach 40. XX w., kiedy dowolność w pisowni Baliś-Balisz zastąpiono w końcu ostateczną formą Baliś (część rodziny wybrała formę Balisz i na takie nazwisko też można się natknąć w Chrzanowie). Jak się wydaje, Kazimierz Baliś-Balisiński nie miał szczęśliwej ręki do interesów, a zaciągane przezeń długi doprowadziły do obciążenia hipoteki rodowej kamienicy. Jedną z pięciorga pociech Kazimierza i jego drugiej żony Agnieszki był Piotr Baliś I, który przyszedł na swiat w 1872 r. w Chrzanowie i ze względu na katastrofę finansową rodziny, pomimo odziedziczenia po ojcu kamienicy przy chrzanowskim Rynku, musiał wystawić ją na sprzedaż. Dom przeszedł w 1906 r. w ręce spokrewnionych z Balisiami Oczkowskich, a Piotr Baliś I zamieszkał w nieistniejącym już dzisiaj domu przy ul. Oświęcimskiej (wybudowanym w 1877 r.), który na całe niemal stulecie stał się nowym gniazdem rodzinnym tej linii Balisiów. Prócz tego Piotr Baliś I wykazał przedsiębiorczość znajdując zatrudnienie „na kolei”, jak się ówcześnie mówiło, czyli jako pracownik C. K. Uprzywilejowanej Kolei Północnej im. Cesarza Ferdynanda (Kraków-Wiedeń). W owych czasach kolej była nadal dość świeżym osiągnięciem ludzkiej myśli technicznej, przeto i praca na niej była odpowiednio wynagradzana. Prócz tego cała rodzina Balisiów mogła do woli korzystać z bezpłatnych biletów kolejowych, szczęśliwego przywileju przysługującego c.k. kolejarzom z woli Najjaśniejszego Pana, cesarza i króla Franciszka Józefa I. Przepastna felix Austria rozciągająca się od Wisły na północy po ciepłe wybrzeża Adriatyku w Dalmacji na południu, i od szafirowych wód Jeziora Bodeńskiego na zachodzie po ośnieżone grzbiety Karpat Transylwańskich na wschodzie, nie wydawała się żadnemu z uprzywilejowanych przez Najjaśniejszego Pana Balisiów na tyle godna uwagi, by przejechać ją wzdłuż i wszerz, ot tak bez wyraźnie nakreślonego celu. Jeśli ktoś jednak myśli, że Balisiowie w ogóle nie korzystali z przywileju darmowej podróży c. k. kolejami, to grubo się myli. Balisiowie, tak jak ich koronowany dobroczyńca z Hofburga, byli jednak ludźmi praktycznymi i zawsze podróżowali w jasno określonym celu. Tak więc w interesach podróżowano po Galicji i Śląsku Austriackim, gdzie w Karwinie istniało kolejne gniazdo Balisiów założone przez synowca Piotra I, Tomasza (1883-1940). Dalsze jednakże podróże nie przemawiały specjalnie do wyobraźni żadnego z Balisiów, poza Andrzejem, Juliuszem i Kazimierzem, którzy tuż przed wybuchem Wielkiej Wojny wyjechali do Ameryki, choć tam przywilej darmowych podróży c. k. kolejami już nie obowiązywał. Z Wiedniem komunikowali się Balisiowie najczęściej za pomocą poczty, choć nie wykluczone, że i tam dotarli raz, czy może i dwa, dzięki posiadanemu przywilejowi Najjaśniejszego Pana. Z czasów sprzed Wielkiej Wojny w archiwum Piotra Balisia I zachowało się kilka ciekawych dokumentów z zamaszystymi podpisami wiedeńskich dyrektorów Kolei Północnej dotyczących podwyżek i awansów wyżej wymienionego.

Nieistniejąca już kamienica Balisiów, Rynek Główny nr 2 (2. od lewej).

Dom ten znajdował się w posiadaniu rodziny Balisiów

 od schyłku XVIII w. do 1906 r.

Fotografia z lat 50. XX w. (fot. H. Hermanowicz)

 

 

BALISIOWIE

 

O BALISIACH-BALISIŃSKICH OGÓLNIE.

Ród Balisiów-Balisińskich był jedną ze znanych rodzin chrzanowskich, tzw. cabańskich, czyli rodzin osiadłych w Chrzanowie i jego okolicach — podług miejscowej ustnej tradycji — podczas najazdów tatarskich w XIII w. O historii tej rodziny świadczy wiele zapisek w zachowanych archiwaliach z wieków XVIII-XX, rozproszonych po różnych archiwach na terenie Polski południowej oraz poza granicami kraju. Najstarszą z nich, odnalezioną do tej pory, jest zapiska o niejakim Grzegorzu Balisiu, synu Michała, z 1719 r., wspomnianym na kartach Księgi Cechu Szewskiego w Chrzanowie. Jednym z kolejnych Balisiów jest Wojciech (ok. 1728-1790), który pochowany został w krypcie pod kościołem św. Mikołaja w Chrzanowie. Na wzmiankę o rodzinie Balisiów-Balisińskich (istniała też pisownia Balisz-Baliszewski) najłatwiej natknąć się można w znanej pracy Jana Pęckowskiego z 1934 r. pt. Chrzanów miasto powiatowe w województwie krakowskiem oraz kilkakrotnie w najnowszej monografii Chrzanowa z 1998/99 r. Pęckowski cytuje zachowany spis obywateli miasta Chrzanowa z lat 1701-1800, w którym figuruje imię i nazwisko jednego z pierwszych z Balisiów-Balisińskich, o którym posiadamy dokumenty na piśmie. Jest nim Jacenty Baliś syn Wojciecha, pełniący w XVIII wieku funkcję ławnika w chrzanowskim ratuszu. W bibliotece Polskiej Akademii Umiejętności w Krakowie zachował się oryginalny dokument sporządzony w maju 1793 r. w Chrzanowie i podpisany m.in. przez Jacentego Balisia, będący protestem władz miejskich przeciw bezprawiu, którego dopuścił się w Chrzanowie oddział Kawalerii Narodowej. Jak widać wojsku koronnemu najłatwiej walczyło się z bezbronnymi mieszczanami, gorzej zaś szła walka z grasującymi po okolicy Prusakami i Rosjanami  (zachowano oryginalną pisownię):

PIOTR BALIŚ I, A C. K. ARMIA

Fach obrany przez Piotra Balisia I zapewniał nie tylko utrzymanie 8-osobowej rodzinie wraz z przywilejem darmowego podróżowania kolejami, ale co najważniejsze, immunitet od służby wojskowej. Jak ważnym był ten ostatni przywilej okazało się już latem 1914 r. po słynnej strzelaninie w Sarajewie. Kiedy na murach Chrzanowa rozlepiano znana odezwę starego cesarza do jego narodów, Piotr Baliś I mógł być spokojny o los swój i swojej rodziny: sam był od służby zwolniony, a synowie byli na nią jeszcze za młodzi. Przesiedział więc całą wojnę w domowym zaciszu kierując transportami wojskowymi przejeżdżającymi przez Chrzanów to wte, a to wewte. Jedyną rzeczą, która mogła rodzinie dostarczyć nieco niepokoju była ofensywa rosyjska rozwijająca się w kierunku Krakowa. Wkrótce jednak przygasła. Kraków i Chrzanów zostały obronione przed carskimi zakusami i czarno-żółte sztandary mogły nad nimi spokojnie powiewać, przynajmniej przez następne cztery lata. Nie wszyscy jednak Balisiowie i ich krewni pełnili tak zaszczytne funkcje w służbie cesarsko-królewskiej jak Piotr Baliś I i musieli, niestety, w inny sposób przyczyniać się do obrony c. k. ojczyzny. Oczywiście najbardziej rozpowszechnionym sposobem była służba wojskowa na jednym z trzech frontów, gdzie c. k. armia była zaangażowana. Z czasów Wielkiej Wojny zachowala się pocztówka wysłana do Piotra Balisia I przez jednego z siostrzeńców, 24-letniego Wincentego Dulowskiego, o następującej treści:

 

Mureck, 26.XII.1914.

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.

Kochany Wujaszku,

Naprzód Wam dziękuję za kartkę. Ja, dzięki Bogu zdrowy, a moje powodzenie przy wojsku bardzo dobre. Przy wojsku albo w cywilu mnie nie było różnicy, żeby nie Mama i Żona, tylko za niemi bardzo tęsknię. Wigilię my mieli bardzo dobrą od wojska i od tych obywateli Murka [Mureck, obecnie miasto na granicy austriacko-słoweńskiej]. Wiecej Wam nie ma co pisać tylko Was pozdrawiam wszystkich.

Wicek [Dulowski], Jan Oczkowski, Jan Szarek

Ożywiona korespondencja dyrekcji C. K. Kolei Północnej im. Cesarza Ferdynanda z Wiednia do Piotra Balisia I

w Chrzanowie, 1905 r., a dotycząca nadania adresatowi

pensji w wysokości 720 koron. Na 10-cio koronowym

stemplu widnieje podobizna Najjaśniejszego Pana (ARB)

Dodajmy, iż Wickowi szczęśliwie udało się tę wojnę przeżyć i powrócić do Chrzanowa po jej zakończeniu. Zmarł w 1952 r. przeżywszy także kolejną wojnę światową.

 

Jak się zdaje funkcje rajcy miejskiego mieli Balisiowie we krwi. Podobnie jak XVIII-wieczny Jacenty Baliś-Balisiński, tak Piotr Baliś I sprawował ten urząd w okresie międzywojennym. Był zdaje się dość zaangażowany w życie społeczności lokalnej, bo pełnił kilka imponujących funkcji: biegłego sądowego w Sądzie Grodzkim, prezesa Towarzystwa Pszczelarskiego, był też członkiem Komitetu Budowy Nowego Kościoła św. Mikołaja, a nawet cechmistrzem. Jego żona, Antonina de domo Oczkowska, jak większość żon w belle époque i międzywojniu, zajmowała się domem i dziećmi i było to jej jedyne zajęcie.

 

PROBLEMY HENRYKA VIII, A PROBLEMY PIOTRA BALISIA I

Na pierwszy rzut oka zestawienie najbardziej znanego z Tudorów z mało komu znanym Balisiem jest pozbawione jakichkolwiek związków. W przeciwieństwie do króla Anglii, Piotr Baliś I nie miał najmniejszych problemów z zapewnieniem sukcesji „po mieczu” nazwisku Baliś. Niejeden król mógłby mu pozazdrościć serii zdrowych, dorodnych i urodziwych synów, którymi jeden po drugim obdarzała go jego małżonka: Janem w 1898 r., Andrzejem w 1900 r., Franciszkiem Józefem w 1903 r., Piotrem II w 1905 r., Ludwikiem w 1907 r. i na końcu córką, Agnieszką, w 1909 r., ale z góry było wiadomo, że ona nazwiska Baliś nie przekaże przyszłym pokoleniom. Nie wiązano więc z nią zbytnich nadziei w tej właśnie kwestii. Pięciu dorodnych synów! Któż w takiej sytuacji mógł mieć najmniejsze wątpliwości co do świetlanej przyszłości nazwiska Baliś w linii Piotrowej? Chyba nikt. Henryk VIII z zazdrości przewracał się w swoim grobie w Kaplicy Świętego Jerzego w Windsorze. To, czego nie mógł dokonać potężny król Anglii, tak łatwo osiagnął skromny kolejarz z Chrzanowa! I właśnie tutaj w życiu Piotra Balisia I zaczynają się pewne paralele w odniesieniu do życia przedostatniego po mieczu Tudora: córki, córki, córki... Ani jednemu z synów Piotra Balisia I nie urodził się syn. Rozczarowanie ojca pięciu synów było gorzkie. Gorycz rosła z każdą następną wiadomością o nowej wnuczce, którą obdarzał go los. Rozczarowanie Piotra Balisia I było zapewne nie mniejsze od wcześniejszych o ponad cztery stulecia doswiadczeń w tej mierze Henryka VIII. Kiedy najmłodszemu z synów, Ludwikowi, urodziły się dwie córki, Piotr Baliś I wiedział już, że nastąpił koniec dziejów rodziny Balisiów w linii Piotrowej w Chrzanowie. Usychająca gałąź rodu od stuleci będącego obywatelami miasta Chrzanowa była zmorą ostatnich dni Piotra Balisia I. Tak też umarł w 1955 r. Wraz ze swoją żoną został pochowany na chrzanowskim cmentarzu parafialnym. Jego córka Agnieszka (1909-1990) spłatała mu figla i w 1937 r. urodziła syna. Niestety, już nie Balisia. Samo życie...

SYN PIERWSZY

JAN BALIŚ (1898-1965): jedna córka.

 

O Janie Balisiu można powiedzieć: raz żołnierz, całe życie żołnierz. Kariera wojskowa Jana Balisia rozpoczęła się w 1917 r., kiedy jako 19-letni chłopak wstąpił do Polskiej Organizacji Wojskowej (POW), a w lutym 1918 r. brał czynny udział w organizowaniu strajku w Chrzanowie przeciw haniebnym postanowieniom pokoju brzeskiego, zawartego między państwami centralnymi i Rosją, i przekazującemu polską Chełmszczyznę Ukrainie. Jan Baliś uczestniczył w zrywaniu flag austriackich i w usuwaniu godeł cesarstwa z budynków publicznych miasta. Został za to aresztowany przez żandarmerię austriacką, ale dzięki patriotycznej postawie sędziego, który był Polakiem, został mimo wszystko oczyszczony z zarzutów i wypuszczony na wolność. Wątpliwe, aby antyaustriacka postawa Jana Balisia przypadła była do gustu od półtora roku nieżyjącemu już Najjasniejszemu Panu, który rodzinę Balisiów obdarzył przywilejem darmowych podróży c.k. kolejami, ale to już inna sprawa.

 

W 1919 r. Jan Baliś wstąpił do I Dywizji Legionów Piłsudskiego i wziął udział w wojnie polsko-sowieckiej 1919-1920 walcząc w batalionie pancernym na Wileńszczyźnie i Nowogródczyźnie oraz biorąc udział w zajęciu Kijowa. Wojnę zakończył w stopniu sierżanta sztabowego. Międzywojnie, nie tylko w polityce, było przerwą między dwoma wojnami światowymi, ale było nią również w życiu Jana Balisia. Tę "przerwę" wykorzystał na poślubienie eleganckiej Marysi Oczkowskiej z Chrzanowa, wybudowanie własnego domu przy ul. Grzybowskiego w Chrzanowie, prace przy wznoszeniu Kopca Piłsudskiego w Krakowie i jazdę licznymi automobilami, którymi pasjonował się przez całe życie. Z racji wykonywanego zawodu (kierowca dyrektora Fabloku i kierownik warsztatów samochodowych) miał nieograniczony dostęp do całej kolekcji aut, którymi dysponował Fablok i zjeździł nimi tysiące kilometrów na obszarze między Wiedniem i Warszawą.

 

Szczęśliwa przerwa między wojnami zakończyła się w piątek, 1. września 1939 r. Sierżant Jan Baliś otrzymał kartę powołania do WP i przeszedł szlak bojowy prowadzący od Chrzanowa poprzez Lwów do granicy węgierskiej w Karpatach. Już po inwazji sowieckiej, wraz ze swoją jednostką przekroczył granicę Królestwa Węgier. Stało się to 18.IX.1939 r. o godz. 14.30, jak sam zapisał w swoim notesie. Na Węgrzech został internowany w obozie w Tapiógyörgye w środkowej części kraju. Kilkakrotnie usiłował przedostać się do Francji, ale bez skutku. Latem 1940 r. po ostatecznej klęsce Francji, kiedy stało się jasne, że nie ma się już dokąd przedzierać, Jan Baliś, jak wielu innych polskich żołnierzy na Węgrzech, postanowił skorzystać z repatriacji zorganizowanej przez rząd węgierski w porozumieniu z Niemcami i po uzyskaniu zgody swoich przełożonych, powrócił do Chrzanowa. Oczywiście nie był to powrót bezpośredni. Z Tapiógyörgye trafił do obozu w Sárvár w zachodnich Węgrzech, a stamtąd został przewieziony do stalagu XVIIA w Kaisersteinbruch na terenie Austrii, skąd z kolei przewieziono go do stalagu VIIIB w Łambinowicach. Stamtąd, po pewnych komplikacjach, został wypuszczony do Chrzanowa zaopatrzony w papier następujacej treści:

 

Świadectwo zwolnienia.

Baliś Jan z Chrzanowa [...] z rozkazu najwyższego dowództwa Wehrmachtu i na podstawie porozumienia z rządem Węgier, zostaje zwolniony do domu. Wyżej wymieniony z chwilą zwolnienia staje się osobą cywilną i będzie traktowany jako partyzant, jeżeli stanie się winnym posiadania jakiegokolwiek rodzaju broni. Wyżej wymieniony ma obowiązek po przybyciu do swojego miejsca zamieszkania osobistego zameldowania się na lokalnej komendzie policji, gdzie na podstawie niniejszego dokumentu zostanie sporządzony meldunek. Opuszczanie miejsca zamieszkania jest zabronione.

 

Jan Baliś (1. od lewej) podczas uroczystości przekazania Wojsku Polskiemu ambulansu ufundowanego ze składek pracowników Fabloku. Chrzanów, wiosna 1939 (ARB)

 

 

 

 

 

Jan Baliś (2. od prawej) w obozie dla internowanych oficerów w Tapiógyörgye, Węgry, 1940 (ARB)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ocenzurowana przez Niemców kartka pocztowa wysłana przez Jana Balisia z Budapesztu do żony Marii w Chrzanowie, 1940 r. (ARB)

 

 

Od góry:

Jan Baliś (za kierownicą) na froncie wojny

polsko-sowieckiej, 1920 (ARB)

 

Jan Baliś (1. od lewej) przy jednym ze swoich aut.

Trzebinia, połowa lat 30. XX w. (ARB)

 

Jan Baliś, 1939 r. (ARB)

Powyższe zaświadczenie zmusiło jego posiadacza do zakopania swojego pistoletu, który spokojnie spoczywał w szufladzie biurka w Chrzanowie, w ogrodzie rodziców przy Oświęcimskiej. Po wojnie pistolet nie został już odkopany i wszystko wskazuje na to, że za setki lat archeologowie mogą natknąć się na ciekawe wykopalisko z czasów wojny, o której dzieci w szkole będą wtedy wiedziały zapewne tyle, ile dzisiejsi uczniowie wiedzą o wojnie stuletniej. Na mocy umowy zawartej z rządem węgierskim, Niemcy byli zobowiązani do wypuszczenia na wolność wszystkich przejmowanych z Węgier żołnierzy polskich. W praktyce jednak wszystkich nie zwalniano. Powrót do Chrzanowa we wrześniu 1940 r. nie okazał się jednak końcem kłopotów. Na wiosnę 1941 r. Niemcy wyrzucili Jana Balisia wraz z żoną i 15-letnią córką z jego nowowybudowanego domu, który oddano na użytek nazistowskiemu policjantowi przysłanemu z Niemiec, Bruno W. Szwab nie miał oczywiście najmniejszych wyrzutów sumienia z tego powodu. Pojawił się nawet jakiś czas wcześniej na lustrację domu Jana Balisia, by stwierdzić czy takie locum będzie mu odpowiadało. Później rodzina Jana Balisia otrzymała kilka godzin na opuszczenie własnego domu, z którego nie pozwolono jej zabrać niczego poza ściśle osobistymi rzeczami. Resztę wojny rodzina spędziła w przepełnionym domu rodziców przy ul. Oświęcimskiej, gdzie schronili się i inni wysiedleni Balisiowie. W styczniu 1945 r., kiedy na przedmieściach Chrzanowa słychać było już czołgi sowieckie, na Oświęcimskiej pojawił się nazistowski policjant Bruno W. i wręczywszy Janowi Balisiowi klucz od jego własnego domu nakazał mu opiekę nad posesją do czasu powrotu Niemców. No, cóż, wiara czyni cuda, ale w tym przypadku był to raczej ewidentny przykład pychy. Niemcy wynieśli się z Chrzanowa, a do miasta wkroczyli Sowieci. Jan Baliś odzyskał swój dom, powrócił do pracy w Fabloku i przez najbliższych dwadzieścia lat cieszył się życiem na tyle, na ile było to możliwe.

SYN DRUGI

ANDRZEJ BALIŚ (1900-1985): dwie córki.

 

Drugi syn Piotra Balisia I, w rodzinie znany jako Jędrek, należał do tego pokolenia Polaków, które miało pecha przeżyć swoje najlepsze lata podczas największych wojen XX wieku. Tak więc Andrzej Baliś uczestniczył w dwóch wojnach: w latach 1919-1920 walczył na froncie polsko-bolszewickim, a w 1939 r. przeciw Niemcom. Po ostatecznej klęsce w końcu września został schwytany raz przez Niemców, a drugi raz przez Sowietów w Krasnymstawie na Lubelszczyźnie, ale udało mu się wymknąć i szczęśliwie powrócić do Chrzanowa. Rodzina Andrzeja Balisia była jedną z wielu chrzanowskich rodzin, które padły ofiarą niemieckiej polityki wysiedleniowej. Zaraz na początku okupacji dom Andrzeja Balisia przy Alei Henryka został zajęty przez Niemców, a po wielu pertraktacjach czteroosobowa rodzina zamiast na bruku wyłądowała w maleńkim pokoiku na poddaszu własnego domu, w którym rozgościli się Niemcy.

 

Urocza żona Andrzeja Balisia, Stefania de domo Oczkowska, była jedną z niewielu ofiar okupacji niemieckiej, które nie poległy od kul plutonu egzekucyjnego, bomb lotniczych czy innych potworności oferowanych przez tę najokrutniejszą z wojen. Zmarła latem 1944 r. na gruźlicę, którą zaraziła się od przyjaciółki, którą się wcześniej opiekowała. Była kobietą pełną poświęcenia.

 

Andrzej Baliś grał przed wojną w fablokowskiej orkiestrze i wraz z nią wziął udział w uroczystościach poświęcenia transatlantyku Batory w Gdyni w 1936 r. Wspomnienie o Andrzeju Balisiu znajdujemy na kartach „Woskowej świecy” autorstwa Marii Ruszkiewicz w związku z obchodami święta Trzeciego Maja w okresie przedwojennym:

 

[...] Po wyjściu z kościoła formuje się pochód, który podąża najpiękniejszą ulicą Chrzanowa, Aleją Henryka. Prowadzi w marsz orkiestra fabryki lokomotyw. Na jej tyłach, obok umajonego bębna, nasz kuzyn Andrzej Baliś wali w czynele. Tak, to jest najbardziej odpowiedni instrument dla jego niespożytego temperamentu. Wyciszone dziś miasto odbija wielokrotnym echem ten rytmiczny ostry dźwięk talerzy z brązu [...]

 

Andrzej Baliś (1. od lewej) z orkiestrą fablokowską. Chrzanów 1932 r. (ARB)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Stefania i Andrzej Balisiowie podczas pobytu w Gdyni w 1936 r. z okazji poświęcenia transatlantyku M/S Batory (ARB)

 

 

SYN TRZECI

FRANCISZEK JÓZEF BALIŚ (1903-1963): jedna córka.

 

Z Franciszkiem Józefem Balisiem związana jest jedna z najzabawniejszych anegdot w rodzinie Balisiów. Rodzice Franka Balisia, a w szczególności jego matka, byli zdecydowanie przeciwni związkowi syna ze starszą od niego o 5 lat wdową z Trzebini, posiadającą na dodatek dwoje dzieci z pierwszego małżeństwa. Dzisiaj zapewne taki związek nie wywołałby większej sensacji, ale w roku 1936-tym był on nie do zaakceptowania dla konserwatywnej, mieszczańskiej rodziny Balisiów. Franek wiedział o tym aż nazbyt dobrze i dlatego dyskretnie poczynił niezbędne przygotowania do nadchodzącego ślubu. Zanim poinformował rodziców o swoich planach matrymonialnych cichaczem wyniósł z domu rodzinnego całą swoją garderobę. Dzisiaj może się to wydawać nieco dziwne, ale w latach 30. odpowiednia garderoba była kosztowna i stanowiła jedną z podstaw egzystencji nie tylko drobnomieszczanina. Wychodząc codziennie do pracy pomysłowy Franek Baliś zakładał dwie lub trzy koszule i tak dyskretnie w niedługim czasie wyniósł z domu przy Oświęcimskiej całą swoją garderobę.

 

W dniu w którym oznajmił rodzicom, iż zamierza poślubić wdowę z Trzebini jego matka najpierw dostała ataku furii i kategorycznie zabroniła się żenić synowi. Kiedy jej protesty nie zrobiły na Franku żadnego wrażenia, zagrodziwszy synowi dostęp do wielkiej szafy, w której była przechowywana cała jego garderoba, krzyknęła:

-Możesz się żenić z kim chcesz, ale z domu zabrać ci niczego nie pozwolę!

Franek wzruszył jedynie ramionami i ze stoickim spokojem opuścił Balisiowiznę kierując się prosto do Trzebini. Na ten gest syna pani Antonina Piotrowa Balisiowa z niepokojem rozwarła przepaściste wnętrze synowskiej szafy, które było wypróżnione jak tabernakulum w Wielki Piątek. W ślubie syna oczywiście nie wzięła udziału. Franek dopiął swego. Po 15 latach od ślubu Franka i Marysi, pani Antonina Piotrowa Balisiowa pogodziła się w końcu z wyborem syna i w 1945 r. Franek z żoną i córką powrócił z wygnania z Trzebini i do końca życia mieszkał już w domu rodziców przy Oświęcimskiej stając się jego ostatnim właścicielem.

Certyfikat przynależności Franciszka Balisia, 1934 r.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Franciszek i Andrzej Balisiowie na pielgrzymce w Kalwarii, 1934 (ARB)

SYN CZWARTY

PIOTR BALIŚ II (1905-1988): dwie córki.

 

Piotr Baliś II jest najlepszym przykładem na to, że cuda, choć zdarzają się rzadko, ale się jednak zdarzają. Sam doświadczył dwóch cudów w 1944 r. w odstępie kilku tygodni. Ale zacznijmy od początku. W kwietniu 1938 r. Piotr Baliś II poślubił w Suchej Marię de domo Listwan. Schyłek lat 30. nie był w tej części Europy najlepszym okresem do zawierania małżeństw. Młodzi małżonkowie mieli się o tym przekonać zaledwie w półtora roku później kiedy zostali na pięć lat rozdzieleni przez wojnę. Pierwszego września 1939 r. Piotr Baliś II został zmobilizowany do WP i walczył na południu Polski, biorąc udział w obronie Lwowa. 17. września oddział Piotra Balisia II otrzymał rozkaz przedostania się w kierunku granicy rumuńskiej, jednak dzień później na drodze żołnierzy prowadzącej w kierunku Zaleszczyk stanęła armia sowiecka. Stało się to w rodzinnym mieście marszałka Rydza-Śmigłego, w Brzeżanach w woj. tarnopolskim. Sam marszałek był już wtedy bezpieczny w Rumunii. Piotr Baliś II został deportowany do ZSRR (Starobielsk na Ukrainie). Po trzech tygodniach został wywieziony na linię demarkacyjną niemiecko-sowiecką na Bugu i oddany w ręce niemieckie. W Niemczech został internowany w stalagu XIIIA w Sulzbach w Bawarii, a następnie w Szlezwiku-Holsztynie, w Stakendorf w okolicach Kilonii.

 

PIOTR BALIŚ II, A ROLNICTWO NIEMIECKIE

Dzisiaj rolnictwo niemieckie utrzymuje się m. in. dzięki systemowi dopłat bezpośrednich z dotacji Unii Europejskiej. W latach 40. XX w. Unii jeszcze nie było, a Hitler nie miał zamiaru do czegokolwiek dopłacać. Odświeżył więc starą jak świat metodę osiągania zysków bez ponoszenia kosztów - niewolnictwo. Miliony ludzi z całej Europy, jeńców wojennych i cywilów wywiezionych na przymusowe roboty tworzyło armię niewolników, która była zmuszona za darmo pracować na rzecz Niemiec. Po internowaniu w stalagu, Piotr Baliś II został jednym z nich, zmuszony do pracy niewolniczej w gospodarstwie rolnym niejakiego Christiana B. w Stakendorf. Dopóki syn bauera nie został powołany do armii, życie w gospodarstwie było piekłem. Specjalnością syna bauera było bowiem psychiczne i fizyczne znęcanie się nad jeńcami polskimi zatrudnionymi w gospodarstwie ojca. Kanalia wysłana została jednak na front wschodni, można więc mieć nadzieję, że pozostał tam na zawsze.

 

RYBKA CHWYTA HACZYK

Rybka w tym wypadku to eufemizm. Właściwie należałoby napisać rekin ludojad, bo mowa o gestapo. Piotr Baliś II wiedział, że z głębi Niemiec, w polskim mundurze, bez dokumentów i znajomości języka oraz bez pieniędzy, nie ma najmniejszych szans na pomyślną ucieczkę. Postanowił więc zrobić szkopów na szaro i uciec w inteligentny sposób - z pomocą samych Niemców. Wystąpił w tym celu do władz z wnioskiem o pozwolenie na wyjazd do Chrzanowa w celu nakłonienia żony do przyjazdu do pracy do Niemiec. Żmudne starania trwały niemal trzy lata i kilkakrotnie spotykały się z odmową, ale Piotr Baliś II nie dawał za wygraną i w marcu 1944 r. jego upór został należycie nagrodzony: władze godziły się na krótki wyjazd do Chrzanowa w celu sprowadzenia do Niemiec na roboty żony i urodzonej w 1940 r. córeczki, którą Piotr Baliś II miał zobaczyć po raz pierwszy. Raz wyrwawszy się ze szponów niemieckich nie myślał nawet o powrocie. Jak się okazało była to jedna z nielicznych inteligentnie zaplanowanych i pomyślnie zakończonych ucieczek z niemieckiej niewoli, choć do pomocy niezbędne były dwa cuda.

 

DWA CUDA POD RZĄD

Piotr Baliś II pojawił się w Chrzanowie w marcu 1944 r. i postanowił się ukrywać przed Niemcami. Ponoć pociąg, którym miał wracać do Niemiec został zbombardowany przez RAF na Dolnym Śląsku, co mogło dać władzom niemieckim cień do przypuszczeń, iż poszukiwany zginął podczas bombardowania. Piotr Baliś II zwykł całymi dniami ukrywać się w zabudowaniach gospodarczych na posesji rodziny Balisiów przy ul. Oświęcimskiej. Wychodził z nich dopiero po zapadnięciu ciemności i noc spędzał w domu. Ktoś jednak nie omieszkał powiadomić gestapo o jego obecności w Chrzanowie. Nocna wizyta gestapo u Balisiów po wielu tygodniach spokoju była tak wielkim zaskoczeniem dla całej rodziny, że sam zainteresowany nie zdążył nawet opuścić domu. W sypialni stała wielka szafa z podwójnymi drzwiami i olbrzymią szufladą poniżej. Jedyne, co można było uczynić w tak beznadziejnej sytuacji to wskoczyć do przepastnej szafy. Tak też zrobił Piotr Baliś II. I tutaj wydarzył się pierwszy cud: gestapo dokładnie przetrząsnęło cały dom od piwnic po strych, a jeden z gestapowców zajrzał nawet do wielkiej szuflady pod szafą, ale nikt nie otworzył samej szafy, gdzie znajdował się Piotr. Gestapowiec dał nawet maleńkiej córeczce Piotra jakiś cukierek pytając o tatusia, ale nie uzyskawszy odpowiedzi, zrezygnował z dalszego przesłuchania dziecka. Ta wprost nieprawdopodobna historia miała miejsce naprawdę i trudno ją rozpatrywać w jakichś innych kategoriach jak cud.

 

Natychmiast po incydencie z gestapo familia postanowiła, że Piotr Baliś II musi z Chrzanowa zniknąć. Miasto było zbyt małe i zbyt dobrze penetrowane przez Niemców, aby można było bezpiecznie się tutaj ukrywać. Piotr Baliś II przez kilka nocy, bez dokumentów i pieszo, przedzierał się lasami wzdłuż drogi prowadzącej do Tarnawy Dolnej koło Suchej (ok. 50 km), gdzie znajdował się dom rodzinny żony. Wieś zagubiona wśród stoków Beskidów wydawała się być bezpiecznym miejscem na przetrwanie wojny. Jednak i tutaj pojawiło się gestapo, które zdobyło również informacje o miejscu zamieszkania rodziny żony poszukiwanego. Pewnej nocy gestapowcy w asyście miejscowych volksdeutschów otoczyli dom w Tarnawie i rozpoczęli gruntowną rewizję. Piotr Baliś II zdążył jedynie uciec na strych, gdzie składowano siano, ale i tam podążyła rewizja. W szoku Piotr wyskoczył przez małe okienko ze strychu na podwórze, wprost pod nogi lokalnego volksdeutscha. I tutaj wydarzył się następny cud. Volksdeutsch, zamiast zaalarmować gestapowców, powiedział tylko: Uciekaj do lasu! Piotr Baliś II spędził trzy dni i noce bez pożywienia, w samej bieliźnie w pobliskim lesie, narażony na chłody przedwiośnia i to na dodatek w górskim klimacie. Jego żona bała się udać na poszukiwanie męża do boru, obawiając się, że dom jest obserwowany przez Niemców. Gestapo jednak zrezygnowało z dalszych poszukiwań. Dwie rewizje bez jakichkolwiek rezultatów przekonały Niemców ostatecznie o tym, że poszukiwany padł jednak ofiarą alianckiego nalotu na pociąg zdążający do Niemiec, choć jego zwłok nie udało się odnaleźć...

 

Od góry:

Piotr Baliś II z żoną Marią, 1938 r. (ARB)

 

Piotr Baliś II na Zaolziu (stoi 2. od prawej), 1938 r. (ARB)

Piotr Baliś II (oznaczony czerwoną kropką) w niewoli niemieckiej (ok. 1940)

 

Medal Za Udział w Wojnie Obronnej 1939 r., którym Piotr Baliś II został odznaczony w latach 80. XX w. (ARB)

 

Fotografia Ludwika Balisia (siedzący) z czasów służby wojskowej w 2. Dywizjonie Pociągów Pancernych w Niepołomicach,

ok. 1931 r.

 

 

 

 

 

 

Ludwik Baliś z żoną Marią. Sucha, lato 1939 r. (ARB)

 

SYN PIĄTY

LUDWIK BALIŚ (1907-1979): dwie córki.

 

Najmłodszy z synów Piotra Balisia I. Inżynier, do 1939 r. asystent w Śląskich Technicznych Zakładach Naukowych w Katowicach, których był absolwentem. Któż mógł przypuszczać, że miesiąc miodowy Ludwika Balisia po ślubie z elegancką Marysią Boryczkówną latem 1939 r. okaże się taki krótki! Wszyscy mówili wtedy o wojnie, ale tak w głębi duszy wszyscy mieli nadzieję, że do niej nie dojdzie. I wszyscy się mylili. Wkrótce po swoim ślubie Ludwik Baliś został powołany do wojsk pancernych walczących następnie na południu Polski. Został pojmany przez Sowietów, ale udało mu się uciec z transportu jadącego w głąb ZSRR jeszcze na terytorium Rzeczypospolitej. Kilka tygodni przedzierał się nocami, z dala od dróg w kierunku domu. We dnie ukrywał się przesiadując w koronach drzew. W ten sposób udało mu się ominąć i Niemców i Sowietów i szczęśliwie powrócić do domu, gdzie dowiedział się, że jego żona wraz z rodzicami przebywa na wojennej tułaczce w Podhajcach, które znalazły się pod okupacją sowiecką.

 

Marysi i jej rodzicom udało się jeszcze na jesieni 1939 r. przekroczyć słynny most na Sanie w Przemyślu, choć dopiero po dwudniowym oczekiwaniu w tłumach uchodźców pragnących za wszelką cenę wydostać się spod sowieckiego panowania. Resztę wojny Ludwik spędził u rodziców żony w Nowym Targu, gdzie pracował w miejskiej elektrowni. Do asystentury w Katowicach powrócił w 1945 r. Został odznaczony Orderem Polonia Restituta i Krzyżem Zasługi.

 

Po wojnie, w szczytowych latach terroru stalinowskiego, Ludwik Baliś został bezpodstawnie oskarżony o sabotaż (w związku z awarią jakiegoś urządzenia). Aresztowano go i dotkliwie pobito na UB. W taki sposób władza ludowa „podziękowała” mu za wieloletnią sumienną pracę. Później okazało się, że sabotażu jednak nie było. Ludwika zwolniono z aresztu, ale władza ludowa nie uważała za stosowne choćby przeprosić go za niesłuszne zatrzymanie i pobicie na UB. No cóż, sowiecki savoir-vivre...